niedziela, 16 czerwca 2013

Pan Ziemniak Pieczone Ziemniaki

Do Pana Ziemniaka zaprowadziła mnie przyjaciółka, zapewniając, że będzie dużo, pysznie i tanio. Przyznaję, że trochę wątpiłam w to, że dwa ziemniaki dadzą radę zaspokoić mój głód (w dodatku w porze obiadowej!), jednak porcje, które nam zaserwowano, sprawiły, że mój brzuch wypełnił się po brzegi i był bardzo zadowolony ;)

Pan Ziemniak znajduje się w warszawskim Pasażu Muranów, niestety w dość skrytym lokalu, więc nie rzuca się w oczy. Baza (czyli 2 POTĘŻNE ziemniaki z serem i masłem) kosztuje tylko 6zł. Do każdego z ziemniaków możemy dokupić osobny sos, których mamy szeroki wybór. Od klasycznych jak twarożek ze szczypiorkiem, czy masło czosnkowe, po kurczaka w sosie pieczarkowym, sos boloński lub kiełbaski w sosie musztardowym. Dla każdego znajdzie się coś dobrego, a jedynym minusem jest dość nieczytelny cennik, nad którym trzeba spędzić dłuższą chwilę, by go poprawnie odczytać.

Serwowane ziemniaki są na prawdę potężne, podawane w formie przekrojonego ziemniaka, albo puree włożonego do skorupki, a na to obficie polany sos. Nie mam pojęcia gdzie właściciele lokalu zdobywają tak ogromne ziemniaki i chyba na zawsze pozostanie to zagadką. Faktem jest to, że po zjedzeniu takiej porcji nie da się szybko odejść od stołu, a następnie przez kilka godzin zatacza się jeszcze z przejedzenia. Cudownie!

Nie można też nie wspomnieć o cudownej obsłudze. Chyba w żadnym lokalu nie spotkałam się z tak miłą atmosferą i ludźmi, do których aż chce się uśmiechać. Jednym słowem Pan Ziemniak jest obowiązkowym punktem na kulinarnej trasie Warszawy. Właściciele pokazują, że ziemniaki nie muszą być nudnym dodatkiem do obiadu, a wręcz odwrotnie, mogą być popisowym daniem.


(ziemniak z twarożkiem ze szczypiorkiem, drugi z tzatzikami)

Pan Ziemniak Pieczone Ziemniaki
Al. Jana Pawła II 41A/4, Warszawa
Pon - Sob: 12:00 - 21:00

czwartek, 13 czerwca 2013

Lunchbox do pracy, czyli penne z kurczakiem, oliwkowym pesto i suszonymi pomidorami


Od kiedy zaczęłam pracować po 11 godzin dziennie, w moim życiu pojawił się nowy problem. CO NA OBIAD?! Lunche w pracowniczym bistro niesmaczne, dookoła drogo, a na samych słodyczach (niestety) nie da się zyć. Chcąc nie chcąc musiałam zacząć kombinować z lunchboxami, by nie zbankrutować/nie umrzeć z głodu. Po powrocie do domu nie mam siły na wymyślne gotowanie, tak więc stawiam na szybkie potrawy, które mogę wstawić na noc do lodówki, a na drugi dzień rano wsadzić do torby i wyjść. Jednym z moich ulubionych (łatwiejszego nie da się wymyślić) jest penne z kurczakiem, oliwkowym pesto i suszonymi pomidorami.

Pierś kurczaka wystarczy pokroić na drobne kawałki, doprawić po swojemu i usmażyć na patelni. Ugotować makaron, a następnie wymieszać z pesto i mięsem. Wiem, że najlepsze pesto jest domowe, jednak nie ukrywam, że ja idę na łatwizne i dodaję sklepowe (a konkretnie lidlowe). Na koniec kroimy suszone pomidory na cienkie paseczki i dodajemy do pozostałych składników. Tyle ile chcemy. Suszone pomidory są moją miłością i wtykam je niemal do każdej potrawy. Nie wyobrażam sobie bez nich życia, dlatego do takiej porcji zużywam aż pół słoiczka, jednak podejrzewam, że tradycyjnie powinno się ich dodawać ok. 4-5 sztuk. Koniec. Taki obiad jest banalnie łatwy i bardzo smaczny. Zaraziłam nim koleżanki z pracy, które same zaczęły go sobie przygotowywać. Tak więc smacznego!

Jeżeli macie jakieś pomysły na lunchboxy, to śmiało się nimi dzielcie! Powoli kończą mi się pomysły, a nie mogę doprowadzić do tego, by obrzydło mi pesto!





poniedziałek, 10 czerwca 2013

Ciasto Oreo z budyniem, bananami i bitą śmietaną



Miało być na słono, jak zwykle jest na słodko. Chyba muszę przestać się oszukiwać, że przerzucę się na posty inne niż deserowe. Dziś coś przepysznego. Nie przesadzam. Takiego ciasta dawno nie jadłam. Zmodyfikowałam przepis z Kwestii Smaku i wyszło fantastycznie! Przygotowanie zajmuje nam około 45 minut i nie wymaga piekarnika. Nasze składniki to:

2 duże opakowania Oreo (takie po 176g)
75 g masła
2 torebki budyniu waniliowego
750 ml mleka
3 banany
400 ml śmietany 36% (dwa kubeczki)
polewa czekoladowa
1/4 szklanki cukru pudru
sos czekoladowy
2 śmietan fixy

Zaczynamy od zrobienia budyniu według wskazówek z opakowania. Następnie odstawiamy go do ostudzenia. Roztapiamy masło i także odstawiamy aż stanie się całkowicie zimne.

Oreo kruszymy i wsypujemy do rozdrabniacza kuchennego, w którym mielimy je na na proszek. Jeżeli nie posiadamy takiego przyrządu, to zawijamy ciasteczka w szmatkę i rozbijamy je tłuczkiem do ciasta. Następnie mieszamy z ostudzonym masłem i mieszamy aż do połączenia się składników. Masę wykładamy na naszą blaszkę, formujemy z niej spód ciasta i wkładamy do lodówki na pół godziny.

Banany kroimy w plasterki. Jeżeli zależy nam na tym, by nie zbrązowiały, to możemy je skroplić cytryną. Ja jednak tego nie robię, zwłaszcza, że i tak zostaną przykryte kremem. Wyjmujemy blaszkę z lodówki i wylewamy na nią ostudzony budyń, a na nim gęsto układamy plasterki bananów. Delikatnie dociskami i ponownie wkładamy do lodówki na czas robienia bitej śmietany.

Wsypujemy cukier puder do szklanki, dodajemy do niego śmietan fixy i mieszamy. Śmietany wlewamy do naczynia i miksujemy przez ok. 5 minut. Następnie dosypujemy puder z fixami, miksujemy aż masa stanie się całkowicie sztywna.

Wyjmujemy ciasto z lodówki, nakładamy na wierzch śmietanę i delikatnie polewamy sosem czekoladowym. Ciasto najlepiej przechowywać w lodówce, pokojowa temperatura grozi mu rozpłynięciem, a taka pyszność na to nie zasługuje!

Smacznego!





niedziela, 2 czerwca 2013

Czekoladowe babeczki z nadzieniem wiśniowym i kremem śmietankowym (oraz trochę o wykrywaczu do ciasta)



Jestem już strasznie nudna z tymi wypiekami, a szczególnie z babeczkami. Zrobiłam tylko jedno zdjęcie, bo wyglądają bardzo podobnie do poprzednich. Postanowiłam, że to ostatni "słodki" post na jakiś czas i zaczynam się skupiać na przepisach obiadowych. A póki co czekoladowo-wiśniowe babeczki z kremem, na które potrzebujemy jedynie:

ciasto:

200 g masła
200 g cukru
180 g mąki
100 g czekolady deserowej
pół szklanki mleka
2 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka kakao
250 g konfitury wiśniowej (jeden mały słoiczek)

krem:

150 g serka naturalnego na kanapki
200 ml śmietany 36%
pół szklanki cukru pudru

Zaczynamy od rozpuszczenia w rondelku naszej czekolady. Musimy uważać, by się nie przypaliła, bo późniejsze domywanie naczynia jest koszmarem. Wystarczy podgrzewać przez parę chwil, intensywnie mieszając, następnie zdejąć czekoladę z ognia i odstawić do ostudzenia.

Miksujemy (miękkie) masło z cukrem. Robimy to dokładnie, aż masa stanie się puszysta. Dodajemy roztopioną czekoladę, a następnie wcześniej ubite jajka i nie przestajemy miksować aż do całkowitego połączenia się składników.

Przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia i kakao. Dodajemy do pozostałych składników i znowu  miksujemy, aż ciasto stanie się jednolite. Na sam koniec dodajemy do niego ok 1/4 słoiczka konfitury i mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Kolejne czynności zależą od tego, czy posiadanie wykrywacz do babeczek (o którym pod koniec postu!), czy nie. Tradycyjną metodą nakładamy ciasta do połowy naszych foremek, następnie do każdej dokładamy po kilka wiśni wyłowionych z konfitury, a na koniec przykrywamy pozostałym ciastem. Wkładamy do piekarnika, pieczemy ok. 20 minut i zostawiamy do ostudzenia.

Zrobienie kremu trwa mniej niż 5 minut. To mój ulubiony i zarazem najprostszy przepis na niego. Wystarczy zmiksować zwykły serek naturalny na kanapki z cukrem pudrem i śmietaną (składniki dodawać w wymienionej kolejności). Gdy masa będzie już sztywna wystarczy nałożyć krem na nasze babeczki i koniec!


A teraz o wykrywaczu (skąd ta nazwa, czemu nie "wykrajacz"?) do muffinów. Ja dostałam swój (identyczny jak na zdjęciu) na urodziny. Wcześniej doskonale sobie bez niego radziłam, ale chyba tylko dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak może ułatwić życie w kuchni. Poprzednio dodawałam nadzienia przed pieczeniem "pomiędzy" porcje surowego ciasta, albo wstrzykując do środka już po upieczeniu (to akurat niezbyt mi wychodziło, zawsze okazywało się, że dodawałam go za mało). Dzięki wykrywaczowi w błyskawiczny sposób wycina się dziurkę w babeczce, zapełnia ją słodkościami, a następnie zatyka wcześniej wykrojonym "korkiem" z ciasta. Wszystkim miłośnikom babeczek, którym na drodze stanie wykrywacz mówię KUPCIE GO! :)

poniedziałek, 27 maja 2013

Red Velvet Cupcakes



Przez nadmiar obowiązków okrutnie zaniedbałam bloga i gotowanie. Jednak teraz wracam z babeczkami red velvet i głową pełną pomysłów na kolejne wpisy. 

Do tej pory umieszczałam tu przepisy na szybkie i bardzo proste dania. Te cupcakes wymagają od nas trochę więcej pracy, jednak uważam, że warto się troszkę wysilić, bo efekt jest powalający!

Potrzebujemy: 

ciasto na 12 babeczek:

1 1/4 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1/2 szklanki maślanki
1 łyżka kakao
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1/2 łyżeczki czerwonego barwnika spożywczego
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki octu
60 g masła
1 jajko
szczypta soli

krem:

200 g serka Philadelphia
200 ml śmietany 36%
1/2 szklanki cukru pudru
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii


Zaczynamy od przesiania mąki, kakao, soli i proszku do pieczenia. Ucieramy masło mikserem, dodajemy do niego cukru i ekstraktu, a na koniec wbijamy jajko, wciaż miksujemy aż do połączenia się składników. Do osobnego naczynia wlewamy maslankę i dodajemy do niej barwnik i mieszamy łyżką (musimy uważać z barwnikiem, bo dodanie go w zbyt dużej ilości sprawi, że przy jedzeniu pofarbujemy sobie zęby na czerwono!). 

Włączamy mikser i ponownie miksujemy masę z masłem. Stopniowo dodajemy do niej wszystkie składniki, które znajdują się w pozostałych naczyniach. Nie przerywamy aż do całkowitego połączenia się składników. W międzyczasie łączymy ocet z sodą (będzie trochę buzować) i dodajemy do naszej masy, ponownie miksujemy.

Przekładamy ciasto do formy na muffinki i wkładamy do wcześniej nagrzanego piekarnika (175 C). Babeczki pieczemy przez około 20 minut. Po wyjęciu odkładamy je do całkowitego ostudzenia.

W tym czasie możemy zająć się kremem. Ucieramy serek mikserem, dodajemy cukier puder i ekstrakt waniliowy, cały czas miksujemy. Na sam koniec dolewamy do masy śmietany, nie przestajemy miksować aż do momentu, kiedy masa będzie sztywna. Nakładamy krem na babeczki i gotowe!


niedziela, 12 maja 2013

Ciasteczka z nutellą w kształcie dinozaurów



Przez ostatni tydzień strasznie się leniłam i nie zamieściłam ani jednego przepisu. Wszystko zostało spowodowane oczekiwaniem na paczkę z dekoracjami cukierniczymi, dzięki którym miałam upiec przepiękne cupcakes red velvet i zamieścić na nie przepis. Paczka dalej nie dotarła, blog zaniedbany, tak więc w tą smętną i burą niedzielę postanowiłam zrobić ciasteczka z tego, co znajdę w domu, byleby nie wychodzić do sklepu. Przy okazji pozwoliłam zadebiutować foremkom w kształcie dinozaurów, które dostałam niedawno na urodziny.

Padło na kruche ciasteczka, które co roku robi się w moim domu na święta. Żeby pozbyć się z nich zimowego smaku zastąpiłam przyprawy korzenne nutellą. Ciastka robi się błyskawicznie. Są tak łatwe do przyrządzenia, że z powodzeniem można je robić z dziećmi, bawiąc się razem w kuchni.

Składniki:
4-5 dużych łyżek nutelli
250 g mąki 
1 jajko
150 g margaryny do pieczenia
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki aromatu waniliowego (opcjonalnie)

Na rozgrzanej patelnii roztapiamy margarynę i odstawiamy do ostudzenia. Następnie wszystkie składniki umieszczamy w jednym naczyniu i ugniatamy aż do całkowitego połączenia się masy. Lepimy kulkę (ja ulepiłam ich kilka i do każdej dodałam innego barwnika spożywczego) i wkładamy na półtorej godziny do lodówki. Po upłynięciu tego czasu wyjmujemy ciasto, wałkujemy i wycinamy za pomocą foremek.

Piekarnik nastawiamy rozgrzewamy do 180 stopni. Wykładamy blaszkę papierem do pieczenia i umieszczamy na niej nasze ciastka. Wkładamy do piekarnika i pieczemy przez około 15 minut.

Smacznego!



piątek, 3 maja 2013

Ciasto bananowe z kremem mascarpone



Bananowiec to jedno z najłatwiejszych ciast z mojego repertuaru. Robi się je błyskawicznie, jedynie samo pieczenie zajmuję nam aż 1,5 godziny. Ostatnio podałam je w roli urodzinowego tortu dla babci. 

Jedyne, czego potrzebujemy to:

ciasto:
2 jajka
200 g brązowego cukru
240 g mąki
130 ml oleju
2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
3 duże banany

krem:
250 g mascarpone
1,5 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki cytryny

Zaczynamy od przesypania brązowego cukru do miski i wbiciu 2 jajek. Miksujemy aż do połączenia się składników. Następnie dodajemy 1,5 (pokrojonego na drobną kostkę) banana, olej, sodę oczyszczoną i szczyptę soli. Miksujemy i dodajemy mąki. Miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Na sam koniec dodajemy pół banana pokrojonego w plasterki i mieszamy łyżką

Ciasto przelewamy do tortownicy. Piekarnik nastawiamy na 130 stopni, a po jego nagrzaniu wstawiamy blaszkę i pieczemy ok. 1,5 godz.

Po wyciągnięciu ciasta z piekarnika zostawiamy je do ostudzenia. W tym czasie miksujemy mascarpone z cukrem pudrem i cytryną. Nakładamy na zimne ciasto, układamy na nim banany.

Koniec!